piątek, 25 stycznia 2013

NOC 2 - Megan Fox na pomoc!


Dzisiejszej nocy przekonałam się że dziesięciolatki, najeźdźcy z kosmosu i niesprawna skrzynia biegów potrafią być bardzo niebezpieczne.

Nie pamiętam co było pierwsze, ale logika podpowiada mi że kosmici. Wieczorną porą, bardzo zwinnie (jak na 4 metrowe monstra) przemykały przez ulice mojego miasta zwabiając coraz więcej mieszkańców. Pech chciał że upatrzyły sobie teren na którym mieszkam i przed pobliskim marketem musiała stoczyć się batalia. Na szczęście mieliśmy po swojej stronie bohaterską Megan Fox... która użyczyła swoich mocy telekinetycznych by przepłoszyć najeźdźców^^ Kiedy już dotarliśmy do domu, przed nim czekała na nas z pozoru niewinna dziesięciolatka, która bez większych powodów zaczęła nas szantażować (nie wiem po co...). Nie skończyło się to dla niej dobrze bo zawisła w końcu nad kotłem z wrzącą wodą i pod groźbą policji i aresztu wycofała się. Następnym punktem nocnej przygody była przejażdżka nowiutkim samochodem po polnych ścieżkach (gdzieś koło rzeki) wraz z siostrą i chłopakiem. Pech chciał, że przy cofaniu skrzynię biegów szlag trafił i auto zaczęła się rozpędzać do zawrotnych prędkości. Na naszej drodze stanęło koryto rzeki, które przywitało nas z otwartymi rękoma. Muszę przyznać, że lot i koziołkowanie w slow motion to bardzo ciekawe przeżycie... Z kolei próby skontaktowania się z jakąkolwiek pomocą, podczas gdy siostra kona zalana krwią... już nie za bardzo. Finału snu nie doczekałam bo stwierdziłam 'WTF... dość na dziś. Pora stawać'.

czwartek, 17 stycznia 2013

NOC 001: Agentem być...


Tej nocy wcieliłam się w agentkę służ specjalnych. Jakim cudem? Sny... ostatnio nocne projekcje bywają wyjątkowo poplątane, zaskakujące, ale i logiczne...
Tak oto wieloletnie śledztwo z moim partnerem doprowadziło mnie do odkrycia -tajnego oczywiście- spotkania sporej grupy handlarzy wszelkiego rodzaju złem, mafijnych szefów i morderców na zamówienie.
Nie łatwo było się dostać na ogromny jacht wycieczkowy, ale od czego jest agencja? Prosisz i masz. Na czas tej jakże pasjonującej wycieczki wcieliłam się w służącą, mój partner w... no właśnie, tak szybko zniknął mi z oczu nie podzieliwszy się tą wiedzą, że rozpoznanie go w tłumie było już po prostu nie możliwe. Zajęłam się badaniem wycieczkowca. Standard. Pozostała służba nie chce z tobą rozmawiać (i tak większość służących to Azjatki), kilka trupów w schowkach na sprzęt i detergenty i podejrzanie ekskluzywne pokoje dla kelnerek, sprzątaczek itp. Po dokładnych oględzinach przydziałowego apartamentu (bo tak można je nazwać) wyposażonego w sporą łazienkę, w niej wolno stojącą wannę pełną... płatków róż? Na łożu to samo?
Aha... więc wszystko jasne. Służące z Azji to tani i bezpieczny sposób (bo i tak nikt ich nie rozumie) na atrakcję dla debatujących mężczyzn. Znalazło się też kilka dziewczyn europejskiego i amerykańskiego pochodzenia, ale były tak otumanione narkotykami że uzyskanie jakichkolwiek informacji było niemożliwe. Dalsza infiltracja zaprowadziła mnie w okolice mostka kapitana. Tam jednak jakiś mężczyzna w stroju kelnera chwycił mnie za ramię i zmusił do odwrotu. Jak się okazało (po chwili obserwacji) był to mój partner. Zaniepokojony i podenerwowany. Ktoś nabrał podejrzeń, węszono już za nami. Co zrobić na jachcie z którego nie ma drogi ucieczki? Zdemaskować się i zostać zabitym? Dalej uparcie grać rolę (co prędzej czy później doprowadzi do ujawnienia tożsamości... po długich torturach)? Czy może... rozniecić pożar i zmusić ludzi do chaotycznej ucieczki? Tak, to może działać... i da nam trochę czasu na sprawdzenie najbardziej chronionych stref. To co? Kto pierwszy roznieci płomień dostaje premię!
I tak oto wyglądała moja dzisiejsza noc... mam zryte pod banią;P To się nadaje na tani film akcji:)